Wyświetlam 1 - 7 z 807 notek

tuż przed 12 rocznicą założenia bloga..

  • Napisane 26 maja 2017 o 21:17

Za chwilę minie 12 lat. Szmat czasu. Nie mogę powiedzieć, że się tyle zmieniło, bo wciąż zmiany przychodzą. Dorosłam. Blog również. Pamiętam o nim. Wracam bo to kawałek mojego życia. Jezuu.. ja skończę 31 lat i nie wiem gdzie uciekło mi te oststnie 5 lat.. pstryk. Nie ma. Czy zmądrzałam? Nie wiem. Zaczynam mieć więcej rzeczy w dupie i mniej przejmować się tym na co wpływu nie mamy. Mniejszej ilości spraw się boję. Jestem bardziej zmęczona. Co u mnie? Skoro blog ma 12 lat to tak długo znam Michała. Od 11 lat razem. W lipcu minie 6 od pierwszego ślubu. Jest dobrze. Wzloty i upadki, drobne docieranie, ale wspólnie dajemy radę. Ed jest już u nas 2 lata. Tak jak byłam zawiedziona, że to nie papiś a diabeł wcielony tak teraz kocham go nad życie.. jest cudownym Psem. Warto było łez, siniaków. Teraz daje mi ten spokój, którego tak brakuje, wycisza po szkole i JEST. Mieszkamy w naszym małym białym domku. Zrobiliśmy ogrom roboty. Jest ok. Dobrze się do niego wraca. Lubię w nim być. Uwielbiam tył ogrodu z ławką w ciszy i spokoju. Lubię nasze owoce i warzywka, chociaż tyrać przy nich trzeba.. Robimy działkowe porządki, będzie wreszcie ładna trawa i odgrodzony teren dla Eda. Michał wkłada masę pracy w działania ogrodowe. Boli mnie to, że wciąż nie mamy funduszy na zrobienie wołka. Tak bardzo bym chciała. Tak samo jak uruchomić garaż albo wybudować nowy.. Ale nie wszystko na już teraz.. w 5 lat wsadziliśmy 225 tysięcy. Co ze mną? Choruję. Wymęczyłam sobie organizm. Ponad 4 lata kalendarzowe zapierdalania na 1,5 etatu w szkole (wciąż zastepstwo) i jeszcze w weekendy na uczelni.. mam wyniki i organizm zniszczony jak zawodowy sportowiec.. anemia, ciśnienie skaczące, krew z nosa non stop.. brak okresu po kilka miesięcy albo np 2 miesiace okresu wciaz.. w zeszłym sierpniu mówiła mi ginekolog, żemam mięsniaki do operacji i ze jak się nie uwinę z ciążą, to potem już nie zajdę.. nie uwinęłam bo wciąż zastęstwo i gorzej jak niewolnik.. nie zrezygnuję  zpracy bo z 1 pensji nie damy rady.. walczę z kilogramami.. z bólami głowy i dusznościami.. jestem tak zmęczona, że zasypiam za kółkiem albo nie śpię wcale.. Zniszczyłam się. Zajechałam własne ciało.  Misie wciąż pomagają. Bez nich byłoby ciężko. Cieszę się, że mam tak dobrych i kochanych rodziców. Mama jest niezastapiona. Przyjeżdża, bawi się z Edem, buszuje w ogrodzie. Ratuje mnie jak może. Dupę mi ratują jak się tylko da. Szukam dziadków. Mam 8 pokoleń wstecz. Myślę o nim często, śni się może i mniej, ale chciałabym żeby usiadł ze mną na ławce w ogrodzie żeby powiedział, że dobrze robimy. Że mu się podoba tutaj. Jakoś na początku roku babcia opowiadała o wnukach ciotki Geni, że tak im dobrze idzie, że studiują itd. A mnie się przykro zrobiło. Bo mi nikt nigdy nie powiedział zajebiście dzieciak, masz dom i rodzinę, radzisz sobie. Kurwa. Wszyscy wychodzili z założenia, żemuszę, że sobie poradzę z maturą, studiami, pracą.. a mi brakuje w  wieku 30 lat tego właśnie ‚zajebiscie dziecko’. Dałaś radę. Jestem zmęczona. Tak naprawdę zmęczona.

  • Napisane 9 września 2015 o 20:47

Piszę miesiąc po ostatnim wpisie i akcji.. I na chwilę było lepiej i normalniej.. ale dziś znów atrakcja.. Grzebałam w necie i tak mi się wygrzebało, że na szacunek trzeba zasłużyć. Widać ja na taki codzienny nie zasługuję. Naprawdę nie ogarniam psa i domu bo psisko nic nie daje robić, wybawiam przez pół dnia, lekcje robie z doskoku.. a tutaj radośc i obiadek u kolegi ‚bo nie chcial wypuscic’. Czy to kurwa przedszkole? Moi chłopcy stłukli innego bo jeden kazał..   tylko że jest 20 lat różnicy. Mam nerwa. Ostatni rok w szkole a tutaj wojna już od początku, rozrabiają tak, że osiwieje.. W domu jest roboty od cholery.. kamień się sam nie ułoży.. garaż nie sprzątnie a dołki nie wykopią.. mogłabym się zabrać już choćby ze złości, ale nie tknę sama bo nie. Bo ja na wszystko nie mam sił. Bo wspólne życie to poleganie na sobie. Nie dajemy razy z sobą, psem i domem.. a dziecko/dzieci? Na dziś tego nie widzę.. chyba nie chcę sama z tym bajzlem tu siedzieć.. Znów brakuje odpowiedzialności zbiorowej.. znowu ta colerna odpowiedzialność znika pod wpływem chwili.. a jak już się odważę powiedzieć to w odpoiwedzi mam milczenie.. i nie wiem, czy oznacza to moją rację, czy może ma mnie w chooju serdecznie.. Kurwa.

10 lat

  • Napisane 11 sierpnia 2015 o 14:07

Jakoś nie miałam czasu na napisanie w okolicach rocznicy. Tyle się wydziało. Moja stała praca poszła z dymem bo zlikwidowali etat, mam jeszcze tylko zastępstwo na najbliższy rok skzolny. Chorowałam.. zatrułam się tabletkami.. Mamy psa. Wymarzone Cane Corso o imieniu Edek. Inteligentne i krnabrne, choroiwte i z atrakcjami.. Mieszkamy. Wczoraj zaczał się wygenerowany z niby drobnostki przez M kryzys. Okłamał mnie. Prosta sprawa bo tylko info ze wroci pozniej bo jedzie do kolegi dom zobaczyc a on mi zmysla i jeszcze daje paragon potwierdzajacy ze klamie. Mimo wlasnego domu jest miedzy nami nijak.. Nie spimy ze soba tylko obok siebie, nie dbamy o siebie wzajemnie.. miesiac mija jak sie nie dotknelismy.. nie przytulamy sie jak kiedys.. moje nadzieje, ze jak zamieszkamy juz u siebie bedzie lepiej ze spaniem ze sobą popłynęły z topniejącym sniegiem.. ja czuje sie nieatrkacyjna, nie wartosciowa i w ogole to mi beee… jakoś wstydzę się ‚zaczepiac’.. bo jesli juz to zawsze mam zły moment.. ehh..  brak szacunku i znudzenie przez to, że nie wyglądam już tak ładnie’? Ja chcę wyglądać ładnie, chcę się podobać.. ;( siedze przez wakacje w domu z psem.. mialo byc fajnie a jest do dupy.. Placze. Poryczalam sie wczoraj majac pretensje uzasadnione do M i teraz tez mi lzy leca. Nie wiem czym sobie zasłuzyłam na takie traktowanie.. nie mam pomysłu dlaczego.. znudzenie? zmeczenie? Mnie też nie jest łatwo. Nie jestem tu tylko do gotowania.. nie jestem tu tylko po to żeby siedzieć w domu.. Jestem bo chciałam tego domu i Nas. A dziś mam same głupie myśli.. ze sie nie podobam, ze nie kocha.. ze sie znudzil.. ze..

Minelo 10 lat od zalozenia bloga a to znaczy ze mija 10 i pol roku od smierci Dziadka. Nie ma tygodnia zeby nie przychodzil we snie. Jak cholernie tesknie. Za tym spokojem.. zastanawiam sie jakby podobal mu sie nasz dom, czy … ne, juz nic nie widze przez lzy..

Grudzień 2014

  • Napisane 13 grudnia 2014 o 13:05

Wracam po pół roku.. to jedyna wolna sobota jaką mam od dłuższego czasu. Jeszcze na hallera street. Mam chwilę samotności między powrotem Misiow z zakupow i Michala z pracy. Zbliżają się świeta. W domu jest coraz lepiej. Śpimy weekendowo. Jeszcze na dmuchanym łóżku, ale dziś jedziemy składać nasze własne i własnej produkcji. Jest świetne. W kuchni brakuje tylko mebli. Mama zafundowała nam sprzęty agd a teraz Misie w prezencie Gwiazdkowym zapłacą za wymarzoną kuchnię. Drobne 13 tys. Brakować tylko bedzie wyposazenia salonu ale bez tego da sie zyc :) Spedzimy nasze pierwsze swieta w naszym domu. Bedzie choinka i układanie gratow w kuchni. Ciesze sie. Bardzo. Przeprowadzka? Na spokojnie w ferie zimowe i od 1 marca zaczynamy u siebie. Sprzedalismy KIE. Symbol naiwonosci i skurwysynstwa szwagra. Wsadzilismy 8 tys. Dostalismy 800 zł i koła. Interes zycai. Chcialismy na wiosne kupic Espasa, ale nie damy rady.. Pozytyw? Uruchamiamy wołka. Naszą 667 perełkę z 1000 sztuk. To mnie cieszy. Chcemy w lasy i pola.. Michal ogarnia mapy na tel. Ja szukam ciekawostek na mapach sprzed 100 lat. Nie mozemy usiedziec w miesjcu. Juz niedługo. Procz tego? Praca w szkole jest do wczoraj. Nie jest tak swietnie jak mialo byc. Mam 30 godzin, wychowawstwo i zero perspektyw, bo dziewczyna ktora zastepuje miala wrocic sie zwolnic a przysyla co tydzien L4 i nikt z tym nic nie robi. Juz mi nawet nie mowia na ile i do kiedy znow ma zwolnienie. Chodze z dnia na dzien. Wizja stalej pracy sie odsuwa.. Niby praca jest, ale co z tego jak nie da sie dostac kredytu – chcielismy auto i kuchnie. Nie mozna nic dalej zaplanowac. Mysle, myslimy o dziecku. Nie widadomo czy sie u mnie w ogole da, a tu jeszcze niewiadomoa z praca. Bede na tym zastepstwie do 40 i chyba na dziecko nigdy czasu nie bedzie.. Na marzec ma byc pies. Tyle narazie mozemy. Po wczorajszym szkolnym przedstawieniu do ktorego przygotowywalam dzieci i wypadly swietnie chyba mnie cos ruszylo.. Chyba tez bym tak chciala.. Nie tylko chwalic cudze.. A i do tych szkolnych moich chyba sie przekonuje.. Ja? Nic chydsza po pol roku tych tabletek. Moja oststnia szansa na wypalila. Tyje wciaz. Mam w swieta zrobic badania na borelioze, bo chyba od tego pajaczka 4 lata temu wszystko sie zaczelo.. Procz ogronych deficytow czasu i sil wciaz szukam i mysle o Dziadkach.. powoli skladam w calosc historie.. zbieram dokumenty. Michal zlapal bakcyla jak i ja. Wspiera, szuka, smiga ze mna. Obiecalam mu przeciez te kilka hektarow po dziadkach :) Uparlam sie. Dokopie sie do historii, tego skad przyszli. Wiem juz jak zmieniali nazwisko. Wiem coraz wiecej. I chciałabym tylko na kilka godzin cofnac czas i dopytac.. Ide. zaraz wroca a mnie leca łzy..

9 lat bloga i 28 moich

  • Napisane 23 czerwca 2014 o 21:34

Konca dobiega czerwiec. A co za tym idzie, minelo 9 lat od zalozenia bloga i stuknelo mi 28 lat. Podsumowanie? Az by się chciało. Jest coraz lepiej. Wizja stałej pracy z umową na stałę. A właściwie to przez najblizsze półtora roku będzie 1,5 etatu w szkole i jeszcze wykłady w weekendy. W wakacje mam do odmalowania salę. Domek? Coraz lepeij. Wczoraj wrócilismy z 4 dniowego biwaku na wsi. Biwak we wlasnym domu. FCajnie. Na wakacje mamy zamówione drzwi wewnetrzne, plot os strony Zgredka 45m i schoody drewniane do domu. Potem jez tylko bedzie brakowac kuchni i elektrosprzetow. W miedzyczasie musimy zasypac studnie od CO, zlozyc lazienke na gorze i dolac oleju. Powolutku torba po torbie bedziemy przewozic rzeczy. Tak, aby po ktoryms dniu stwierdzic, ze to juz ;]

Co ze mna? Bylam u lekarza, dostalam leki zeby zrzucic jakies kilo, ale nie ma sie co osuzkiwac, ze zajebiscie bedzie. Mam spsuta logistyke w organizmie i zle roznosi mi insuline i nie spalam tylko gromadze zapasy nawet z niczego. Mogłabym nie jesc a tyc i zdechnac z głodu gruba. Leki zaczne zjadac od konca roku szkolnego bo nie mam byc sama podczas poczatkow ich jedzenia. Waga: 78kg i zal na mysl o pojsciu do sklepu. Mam cala szafe ciuchow do wydania.  Nie pomysllabymm ze az tak 20kg na czape wchodzi. Ze tak paskudnie mozna sie czuc we wlasnej skorze. Ze wyc sie chce w sklepach i na sama mysl o pojsciu po jakis ciuch. Nie oszukuje sie, ze schudne od zapierdalania na wsi, bo tak sie nie dzieje. Jest mi przykro i odczuwam zajebista niesprawiedliwosc w kwestii mojej prywatnej oosby. Czuje sie nieatrakcyjnie, brzydko, grubo i oblesnie. I czego bym nie zrobila, to i tak te odczucia nie znikaja..

9 lat bloga to i 9 lat znajomosci z M. Cudowne lata. I niedlugo bedzie 3 rocznica slubu. Tak. Jestem szczesliwa.

wieści wieści

  • Napisane 21 kwietnia 2014 o 22:38

właśnie mija Wielkanoc 2014. Miła i pozytywna choć pracowita. Od piątku był Michała brat i pomagał nam w wielu pracach (od podłogi u babci po naszą kotłownię0. Jak domek? A no napewno wolniej jakby sobie tego ludzie życzyli.. Staramy się malować pomieszczenia, ale idzie wolno lub jeszcze wolniej. Niesttey mamy poważne braki czasu. Pomalowana jest góra -> łazienka na gotowo, garderoba na gotowo, sypialnia 2 razy i trzeba poprawić detale. Na dole mamy mniej więcej na gotowo łazienkę (uzbrojona wanna, umywalka i szafka, wc, lustro z szafka + kontakty). Reszta do pomalowania :) Schody już się przesuwają coraz bliżej hali i Michała :) z biurka szefa zeszły do biura projektowego i niedługo dotrą do Michała do wykonania ;] działamy ogrodowo i terenowo = warzywnik gotowy, trawnik do koszenia raz w tygodniu najmniej :) Budynek gospodarczy już zasiatkowany i oklejowany. Teraz tylko kosmetyka została na nim a wewnątrz mamy do zrobienia porządek w środkowym i kotłowni. Garaż też trzeba przystosować. Jest masa pracy, ale idzie coraz lepiej :)

Serducho? Wspaniale :*

I mamy 2014 ;]

  • Napisane 1 stycznia 2014 o 21:32

Zaczął się 2014 rok. Mam nadzieję, że rok dobry dla nas. Rok planów i nadziei. Miejmy nadzieje, że rok kiedy już zamieszkamy u siebie. Stary rok pożegnał nas pieknie. Mmay już zrobione kafelki w całym domu. Pięknie wygląda. Domem wygląda i naprawdę nastraja optymistycznie. Gładzie Michał dokończył i mamy już zagruntowane ściany. Teraz już ‚tylko’ schody zrobić, pomalować ściany, uzbroić łazienki, zamontować kontakty, włączniki, lampy, karnisze… i potem tylko kuchnia i wprowadzamy się :) Jeśli nie na wakacje, to na Gwiazdkę 2014 ;]
Jestem szczęśliwa. Z Michałem, z naszym domkiem.
Walczę z dietą i dietetyczką. Powoli się poprawia. Mój cel to 65 kg albo i 60 kg. Narazie mam 74.. ale zacisnę zęby i będę się starać.


  • RSS